• Wpisów:196
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 17:16
  • Licznik odwiedzin:3 862 / 1821 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Co porabiacie ? Ja pije herbatke
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wiem co czujesz.Przez 2 lata byłam zakochana w takim Adamie.Liczył się dla mnie tylko on i nikt więcej.Pewnego dnia zaczoł chodzić z taka Kinga moja kumpelą.Gdy sie dowiedziałam myślalam że pęknie mi serce.Przez głowę przechodziły mi coraz gorsze myśli.Później powiedziałam mojej przyjaciółce że go kocham.A ona poszła do niego i mu wszystko powiedziała.Na drugi dzień przyszłam do niego na kladke.On odrazu spytał się mnie czy to prawda.Powiedziałam że tak.Później przez jakiś czas pisaliśmy o moich uczuciach do niego.On napisał że mu przykro ale nigdy ze mną nie będzi.Poczułam się jeszcze gorzej.Wybiegłam z jego kladki.Poszłam na chwilę do domu.Weszłam, wzięłam żyletke i wyszłam z domu.Poszłam w miejsce gdzie go poznałam.I bez wachania zrobiłam pierwsze ciebie.Łzy leciały mi po policzkach.Myslałam o nim i o niej.Ciełam się na żyłach dalej i dalej coraz głębiej.Chciałam wtedy umrzeć.Wróciłam na ulice na której mieszkam.W jednej rece miałam żyletke a w druga ręką mi krwawiła.Moja przyjaciółka od razu domyśliła sie że sie ciełam.Pobiegła do domu po wodę utlenionią i badarz.Przemyła mi to i zawiązała bandarz.Parę miesięcy później byłam z chłopakiem, który miał oprócz mnie 2 dziewczyny.I znowu sie załamałam.Ale dalej nie przestałam kochać Adama.Po pół roku jakoś sie stało, że zostaliśmy przyjaciółmi.I zaczoł mi robić nadzieję.I kiedy myślałam, że już do niej nie wróci.To znowu zaczęli być razem.W końcu stwierdziłam NIE.!NIE BĘDĘ PRZEZ NIEGO JUŻ WIĘCEJ CIERPIEĆ.!I próbowałam się w nim od kochać.Było trudno ale się udało.I jestem z tego dumna.Teraz po roku cięcia sie bardzo tego żaluje.Gdyby się dało cofnać czas to bym tego nie zrobiła.Teraz jestem z jego bratem.I wkońcu wiem że mnie ktoś kocha a ja go.I że moja miłość była obok mnie.Przysłowie mówi,,tego kwiatu jest pół światu''.DASZ RADĘ ALE MUSISZ W TO WIERZYĆ!!!
 

 
Hej. Mam 14 lat i mimo mojego młodego wieku już cierpię. Moja historia jest dość długa. Trwa już ona 4 lata. Płaczę nocami i nie tylko. Zamknęłam się w sobie. Już nikomu nic nie mówię. Pomimo bólu po prostu nie potrafię. Mam coś w rodzaju aleksytymii. Moje życie było dość dobre do czasu.
W 5 klasie zaczęło się od zdrady przyjaciółki. Robiła wszystko by mnie upokorzyć. Później wszystkie moje przyjaciółki się ode mnie odwróciły. Całe wakacje przesiedziałam w domu. Płakałam za każdym razem gdy najlepsza przyjaciółka wychodziła po tym jak poopowiadała mi co dzisiaj robiła i zastanawiałam się dlaczego przychodzi tu i mi to wszystko opowiada, a nie mogę spędzić tego czasu z nią.
One miały przyjaciela z zagranicy oraz stąd, polaka. Znałam tylko jednego ponieważ miałam okazje go spotkać. Nadszedł sylwester. Zostałam sama. Oni się spotkali. Wciąż pamiętam dzień kiedy siedziałam u niej, a ona zbierała się do wyjścia. Sylwester minął do tej pory go wspominają, a ja za każdym razem czuje mocny ucisk obok serca. Byłam na skraju załamania. Miałam już najgorsze myśli. Tej nocy powiedziałam sobie dość. Zaczęły się kłótnie z najlepsza przyjaciółką. MNÓSTWO! Wciąż płakałam. Osiągnęłam cel. Zaczęłam spędzać wszystkie historie razem z nimi ale wciąż nie było dobrze. Wciąż czułam się samotna i byłam zamknięta w sobie.
Nikomu nie mówiłam nigdy co czuje i jak cierpię. Nadeszły wakacje i.. od tej pory moje życie przepełnia tyko i wyłącznie jeszcze większe cierpienie. Przyjaciel przyjechał z zagranicy. Poznaliśmy się. Drugi, polak zachowywał się wobec mnie dziwnie mimo że kiedyś tego nie było. Znów ucieczka jak zwykły tchórz do domu i płacz. Z dnia na dzień było coraz lepiej i zaczynał zachowywać się w porządku. Spędzałam z nimi czas było dobrze. Ale w pewnym momencie zakochałam się. Zakochałam się w naszym zagranicznym przyjacielu. Próbowałam wszystkiego aby być obok. Robiłam wszystko aby mnie zauważył. Zdaje sobie sprawę z tego że nie jestem piękna ale mimo wszystko potrafili ranić.
Pewnego dni postanowiliśmy zagrać w prawda czy wyzwanie. Gra zaczęła się rozkręcać. Miałam go pocałować. Motyle zaczęły "buzować" w brzuchu. Ale tylko ten jeden dzień był piękny.
Okazało się że zakochał się mojej najlepszej przyjaciółce. Cały świat się zawalił. Ten sam scenariusz. Ucieczka i płacz. Ile razy widziałam go pijanego tyle razy całował ją, a ja ledwie powstrzymywałam płacz. Wiele razy gdy się denerwował ranił. Wtedy szukałam wymówki i uciekałam. Płakałam długo. Wielki przygniatający ból.
Cały czas się z nimi widywałam mimo okropnego cierpienia nie potrafiłam odejść. Tyle marzeń z nim, które wiedziałam że nigdy się nie spełnią.
Kiedyś nie wytrzymałam. Były to moje urodziny. Mimo że nie są razem po prostu leżeli i się całowali. Nie miałam drogi ucieczki. Łzy same zaczęły płynąc. Zauważyli to chodzili i przytulali. Ale ja nie chciałam aby oni mnie pocieszali!! ja chciałam go! Podszedł do mnie. Powiedział że nie ważne co zrobił przeprasza. Mimo że zrobiło mi się lżej to wiedziałam że tak samo jak ja on nie zmieni swoich uczuć. Dalej będzie ją kochać a ja go...
Przytulił mnie a ja w tym uścisku chciałam trwać wieczność. Nie wiem ile to trwało ale na pewno za krótko. W końcu się odsunął delikatnie. Musieliśmy iść. Ja zostałam z nim reszta poszła a my mieliśmy dołączyć. Dalej płakałam i próbowałam mu się zwierzyć. Ale... nie potrafiłam jak jakaś cholerna klątwa. Usta same nie chciały tego wypowiedzieć.
On chciał już iść. Nie powiedziałam mu tego ze ja nie chce. Poszliśmy. Takie rzeczy działy się cały czas. On ją całował gdy byli pijani... A ja siedziałam i tłumiłam łzy. Odkryłam że najlepszym sposobem cichego szlochu jest przygryzanie kciuka. Boli ale nie tak bardzo jak ten wewnętrzny ból. Tyle razy to widziałam.
Rozmawiałam z nią. Ona zawsze mówi mi o swoich problemach. Powiedziała że go trochę lubi co mnie zmiażdżyło. Ale że nie może z nim być. Nie wiedziałam jak postąpić. Ona nie wie że go kocham. Nikt nie wie.
Tak minęły wakacje. On musiał wyjechać. Zostałam w cierpieniu. Coraz bliżej święta, a on ma znów przyjechać. Boję się jak zareaguje. Mam nadzieje że bardziej niż dotychczas nie będę cierpieć...
Jeżeli uzbiera się trochę komentarzy po tym jak przyjedzie będę pisać. A nawet jak nie to pewnie też. Tylko w ten sposób daje małe ukojenie bólu. I tak nie daje rady komuś tego powiedzieć.
 

 
Życie jest trudne, kiedy kogoś koło nas brakuuje...
 

 

1.) Nie chciałam schodzić na dół. Dzisiaj miał się wprowadzić Konrad. Mama cały dzień jest w skowronkach z tego powodu. Są już tydzień po ślubie. Konrad nie wprowadził się wcześniej wyłącznie z mojego powodu. Nie trawiłam gościa. On teraz jest niby moim ojczymem. Mija już rok od rozwodu rodziców. Nadal jest mi przykro z tego powodu. Rodzice zdążyli już sobie poukładać życie na nowo. Tata z Sylwią, a mama właśnie z Konradem. Sylwia jest o trzy lata młodsza od mojego taty. Strasznie przypadłyśmy sobie do gustów. To cudowna kobieta. Czasami wręcz sądzę że jest aniołem. Jest dla mnie zawsze taka miła, życzliwa, zawsze mogę z nią o wszystkim pogadać. Może jest taka, bo sama ma dziecko. A mianowicie syna Natana. Czasami chciałabym żeby była moja matką. Konrad był zupełnie inny. Odkąd go tylko znam czuje do niego niechęć. On próbował się starać, ale zaraz doprowadził mnie do szału. Na za dużo sobie pozwalał. Myślał że co? Że zastąpi mi ojca, którego mam i bardzo bym chciała z nim mieszkać. Oczywiście z nim i Sylwią. Niestety to nie realne. Mama non stop mówi że nie pozwoli mi się przeprowadzić do taty. Za to tata mówi że w końcu uda mu się namówić mamę i zamieszkam z nimi. Tata trochę nie chce żebym z nimi mieszkała, ponieważ on i Sylwia dużo pracują. Jego drugim argumentem jest Natan, ale akurat z Natanem to dogaduje się jak z nikim innym. Może to dlatego że jesteśmy prawie w tym samym wieku. On jest starszy ode mnie tylko o rok. Nawet chodzimy do tej samej szkoły. Skrycie to Natan nawet mi się podoba. Natan jest miły, śmieszny, bardzo przystojny i jest moim najlepszym przyjacielem. Trochę mam wyrzuty sumienia, że nie byłam na ślubie własnej matki. Tak straszni nie chciałam iść, że się rozchorowałam. Potem już nawet chciałam iść ze względu na mamę, ale nie pozwoliła mi. Rodziny Konrada nigdy nie widziałam. Nawet mnie oni nie interesują. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos mojej mamy. - Nina! Zejdź na dół.- krzyknęła mama. Westchnęłam. No niestety trzeba iść. Nie chce robić przykrości mamie. Wstałam z łóżka i bardzo powoli zeszłam na dół. Szłam wolno po schodach i patrzyłam do przodu. Po chwili ujrzałam mamę, Konrada i jakiegoś chłopaka. Wszyscy w tym samym momencie na mnie spojrzeli. - Cześć Konrad!- odezwałam się jakby z przymusu. - Cześć Ninka!- powiedział z uśmiechem. Ja za to zmarszczyłam czoło. - Nina.- poprawiałam go i usiadłam na ostatnim stopniu. Nienawidzę jak tak do mnie mówi. - Poznaj to jest mój bart Maciek. Nie było cię na ślubie, więc nie miałaś okazji go poznać.- wstałam i podałam chłopakowi rękę. - Nina. - Maciek.- przedstawił się z uśmiechem. Mi jakoś nie chciało się uśmiechać. - Chodzimy chyba do tego samego gima.- przyjrzałam mu się dokładnie. - Chodzę do 3 S.- powiedział krótko. - Ja do 2 A. Jesteś w składzie? Jak byłam na meczu to cię chyba widziałam.- chłopak pokiwał głową.- Ostatnio wygraliście i to dużą przewagą.- podpowiedziałam. Natan jest kapitanem szkolnej drużyny koszykarskiej. Natan świetnie gra. Cała drużyna jest bardzo przystojna i popularna. Maciek jak na brata Konrada jest całkiem przystojny. Konrad nie jest jakiś brzydki. Ja po prostu go nie lubię. No ale brata to ma przystojnego. - Jakoś nie przepadamy za sobą z Natanem.- czego ja się mogłam spodziewać. W końcu to brat Konrada. Chłopak wydawał się dość sympatyczny. Konrad i Maciek zajęli się wnoszeniem pudeł. Znowu usiadłam na schodach i się tylko na nich patrzyłam. Siedziałam tu tylko dla mamy. Gdyby nie ona już dawno by mnie tu Ne było. Poczułam wibracje mojego telefonu. Wyciągnęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. To Natan. Bez zastanowienia odebrałam. - Hej Nat!- przywitałam się z uśmiechem. - Hej Ni!- zaczęliśmy się oboje śmiać. Zawsze się tak głupio witaliśmy.- Wpadniesz do nas?- zapytał. - Nie mogę.- odpowiedziałam ze smutkiem w głosie. - Czemu?- spytał zdziwiony. - Dzisiaj Konrad się wprowadza. Nie chce robić mamie przykrości. Wiedziałeś o tym że Maciek z twojej klasy to brat Konrada?- zapytałam tym razem ja. - To teraz już wiadomo, że ich charaktery są dziedziczne.- powiedział śmiejąc się.- Pamiętasz że za dwa dni mecz? Obiecałaś że będziesz. - Totalnie o tym zapomniała, ale na pewno będę. Idziemy jutro gdzieś? Jest sobota. - No możemy iść do kina. Mówiłaś że chcesz iść na ten nowy film. To jesteśmy umówieni. Przyjdę po ciebie o 17. To do zobaczenia jutro. - Ok. Na razie.- pożegnałam się i rozłączyłam.